Dyrektor Ośrodka: dr Włodzimierz Glinka
tel. +48 (29) 767 19 61
tel. kom +48 502 545 452 lub +48 784 111 444
e-mail: dr.glinka@janochy.pl

JANOCHY s.c. nieprzerwanie uczestniczy w programie Rzetelna firma!

http://www.rzetelnafirma.pl/RQBLYAYE/1



SESJA ZAPOBIEGANIA NAWROTOM CHOROBY - Wejdź

Witam. Z tej strony Beata Fojcik. Chciałabym z Panem przeprowadzić krótki wywiad drogą mailową.
Rozmowa na temat uzależnień dla gazety "The Czas" - głos młodzieży rybnickiej. "The Czas" tworzą uczniowie V LO w Rybniku.

1. Jak wygląda walka z narkomanią, bądź alkoholizmem? Czego potrzeba, by przezwyciężyć nałóg?

Z narkomanią i alkoholizmem nie można walczyć należy je leczyć. O sposobach leczenia można się dowiedzieć na naszych stronach
internetowych (pozwalam na wykorzystanie tych materiałów w tak szlachetnym celu)

2. Podobno człowiek uzależniony musi znaleźć się na dnie, by rozpocząć leczenie...

Dno jest pojęciem względnym u każdego może być inne . Osoba uzależniona musi ponosić konsekwencje swojego postępowania aby zdecydowała się
podjąć leczenie.

3. Co dzieje się, gdy człowiek zrozumie, że przez nałóg umknęła połowa życia?

Osoba świadoma tego, że część życia utraciła z powodu uzależnienia stara się po leczeniu resztę życia przeżywać konstruktywnie z
towarzyszącą jej i zrozumianą pogodą ducha.(Znajomość słów modlitwy o pogodę ducha wszystko wyjaśnia, nawet ludziom nie
uzależnionym - "Boże użycz mi pogody ducha abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi abym zmieniał to co mogę zmienić i
mądrości abym odróżniał jedno od drugiego")

4. Dlaczego chętnie pomaga pan osobom, które znalazły się w tarapatach?

Jestem lekarzem z powołania, tak samo jak kadra ośrodka, którą tworzą ludzie charyzmatyczni, wspaniali fachowcy w dziedzinie
leczenia uzależnień. Pomaganie ludziom chorym to nasz obowiązek. My rozumiemy cierpienie uzależnionych, ich chorobę, ale największą
nagrodą i motywacją dla nas jest odzyskana radość z życia tych którzy rozpoczęli trzeźwe życie po leczeniu, radość i wdzięczność
ich bliskich. Ratując jednego uzależnionego ratujemy ich rodziny. To jest motor napędowy do tej pracy. Osobiście uważam, że każdy
jest do czegoś przeznaczony - ja do leczenia wspaniałych, chorych ludzi, którzy odważnie podjęli wyzwanie zmiany marazmu życia
jakim było tkwienie w uzależnieniu na życie trzeźwe. To są prawdziwi bohaterowie w tej historii!


5. Jak często miał pan do czynienia z młodzieżą w wieku 0d 16-20 lat? Była to tzw. trudna młodzież, czy raczej każdy może popaść w nałóg?

Tak, bardzo często mamy do czynienia z osobami młodymi. Coraz więcej młodych ludzi popada w uzależnienia i co przeraża zaczynają
coraz młodsi. Każdy może popaść w nałóg (uzależnienie) – po prostu zachorować - bez względu na wiek, płeć, rasę, kraj zamieszkania,
wykształcenie, status społeczny czy majątkowy.

6. Niektórzy mówią, że po zażyciu jakiegoś środka czują się naprawdę szczęśliwi...

Środki psychoaktywne ( alkohol, narkotyki, leki i inne) mają to do siebie, że po zażyciu dają uczucie zadowolenia i szczęścia
czy też poczucie mocy (mechanizm iluzji). Po zaprzestaniu ich działania zaczynają się przykre konsekwencje i nieprzyjemne
uczucia na poziomie psychicznym i fizycznym.

7. Czasami chcemy poczuć "mega odlot". Co pan o tym sądzi?

Nie sądzę aby wszyscy chcieli poczuć mega odlot. Jeśli ktoś ma takie pragnienia to należy jak najszybciej udać się do
specjalisty i o tym porozmawiać. Lepiej zapobiegać niż leczyć! Zanim się podejmie decyzję o jakimś działaniu lepiej
wcześniej posłuchać kogoś mądrzejszego z dobrym doświadczeniem, kogoś kto nam doradzi. Jednak do tego potrzeba odrobinę
pokory, a nas ludzi często gubi pycha.

8. Czy nie uważa pan, że temat uzależnienia w Polsce jest nadal tematem tabu?

Uzależnienie nie jest już w Polsce tematem tabu. Osoby publiczne często przyznają się do sowich uzależnień, mówią jak pozytywnie
zmieniło się ich życie po profesjonalnym leczeniu. Problemem jest przeznaczanie przez nasz Rząd małej ilości środków na leczenie i
profilaktykę uzależnień.

Pozdrawiam
dr Włodzimierz Glinka
www.janochy.pl



 

 

 

  Utopić smutek wygnania

Napisany przez Jacek Papis, z 08-01-2008 20:16

 Z Wysp do kraju wracają rozpite ludzkie wraki – prosto do klinik leczenia uzależnień.
W tureckim sklepie spotykam Polaka, który przyszedł po piwo. „Też z Polski?” – pyta: widzę, że mnie rozpoznał, chociaż nie wiem po czym...
 
- Janek jestem - ściska mi rękę. Podaję niechętnie, bo jedzie od niego na kilometr. Boję się, że będzie chciał pożyczyć ode mnie pieniądze. Ale nie: on wyciąga czteropak Żywca z lodówki. Robi sprzedawcy aferę o cenę piwa, używając najpopularniejszego polskiego słowa. Sprzedawca jest wściekły, bo akurat to słowo mniej więcej rozumie, a w każdym razie wie, że nie jest to nic miłego. Wstydzę się za „kolegę”. Na Wyspach pełno jest takich Polaków.

 Z Polakiem się nie napijesz?

 Polacy zawsze znajdą powody do picia. Piją, bo nie mają pracy. Piją, bo mają pracę i ich stać. Piją, bo tęsknią za rodziną i ojczyzną. Piją, bo chcą zapomnieć o tym, że tęsknią. Piją, bo polskie piwo jest najlepsze na świecie - lepsze niż angielskie siuśki. Młodzi piją, bo wyrwali się ze swoich domów, czują się wolni i wreszcie mogą pić. Starzy piją, bo przyjemnie jest się wieczorem napić po pracy z kolegami, zwłaszcza jak wszyscy mieszkają na kupie.

 Anglia nie jest krajem sprzyjającym niepiciu. To nie Skandynawia. Zresztą nawet w Skandynawii nie radzą sobie z problemem alkoholizmu. W Anglii jest jeszcze gorzej niż na północy Europy. Przygotowany niedawno na zlecenie brytyjskiego rządu raport nie pozostawił złudzeń w tym względzie i kompletnie załamał premiera Gordona Browna: wśród młodych ludzi w Wielkiej Brytanii alkoholizm osiągnął zatrważające rozmiary. W kraju pubów Polacy mają swoje specjalne puby dla Polaków, w których chętnie spotykają się z innymi Polakami. „Z Polakiem się nie napijesz...?” i piją: jak Polak z Polakiem...

 Jak grzyby po deszczu

 Alkoholizm daje się wyleczyć. Jest co najmniej kilka sposobów, aby wyrwać się ze szponów nałogu, przestać pić i wrócić do normalnego życia.

 W Edynburgu została uruchomiona pierwsza grupa anonimowych alkoholików z Polski. W Londynie w kościele na Windsor Road od wielu lat spotykają się również ci, którzy chcą wyzwolić się z alkoholizmu. Zajmuje się nimi ksiądz Dariusz Kwiatkowski, który jest w Londynie duszpasterzem osób uzależnionych. Grupy Anonimowych Alkoholików istnieją przy parafii w Ealingu od dawna. Jak twierdzi ks. Kwiatkowski, jeszcze kilkanaście lat temu przedział wieku zgłaszających się tam osób był znacznie wyższy i wynosił około 50–60 lat. Oznacza to, że zwykle dopiero po mniej więcej 30 latach picia alkoholicy wpadali w kryzys i zaczynali coś z tym robić. Dziś na spotkania przy parafii przychodzą ludzie w wieku 25–40 lat, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, co oznacza, że obecnie ludzie znacznie wcześniej uświadamiają sobie, że coś jest nie tak z ich piciem . Duszpasterz osób uzależnionych w Londynie twierdzi, że każdego tygodnia odbiera 5 – 6 telefonów od ludzi potrzebujących pilnej pomocy. Mogą tam zadzwonić bez żadnych obaw. Ksiądz Dariusz podkreśla , że grupy wsparcia nie są grupami religijnymi lecz mają własny program duchowy, pomagający ludziom uniezależnić się od alkoholu.

 Każdy ma szansę

 W Polsce jest wiele ośrodków, które niosą pomoc ludziom uzależnionym. Leczy sie tam wielu pacjentów z zagranicy, w tym Polacy wracający z Wielkiej Brytanii.

 - Mieliśmy takich pacjentów, którzy uczyli się tutaj polskiego – wspomina Włodzimierz Glinka z Prywatny z Ośrodka Kompleksowego Leczenia i Terapii Uzależnień w Janochach koło Ostrołęki. Jest lekarzem medycyny i pełni funkcję dyrektora placówki. - Jeżeli spotkasz na swej drodze człowieka uzależnionego to wiedz, że potrzebuje on profesjonalnego i kompleksowego leczenia – twierdzi. - Samoleczenie lub korzystanie z półśrodków nie daje pożądanych rezultatów, a stawką jest zdrowie i życie człowieka – ostrzega. Ci, którzy nie spróbowali leczenia, nie wiedzą, co im jest, jak mogą sobie pomóc. Bez podjęcia leczenia szanse na wyzdrowienie są znikome.

 Zalecany cykl leczenia choroby alkoholowej wynosi osiem tygodni. Pacjent przez 24 godziny jest pod opieką lekarza, pielęgniarki i terapeuty. Równocześnie z terapią farmakologiczną prowadzone są przez doświadczonych i odpowiednio wykwalifikowanych profesjonalistów psychoterapie zarówno grupowe jak i indywidualne.

 Po zakończeniu podstawowego programu terapii ośrodki utrzymują stały kontakt z pacjentami. Organizują na przykład sesje zapobiegania nawrotom choroby. Proponują też odpowiednie bloki terapeutyczne dla absolwentów ośrodka, ich rodzin oraz innych trzeźwiejących alkoholików.

 Po zakończeniu terapii pacjent wie, czego powinien unikać, umie rozpoznawać sygnały ostrzegawcze.

 - Choroba idzie obok, a pacjent musi dalej sam kontynuować terapię, korzystając np. z grup wsparcia - mówi Włodzimierz Glinka. Podkreśla przy tym, że każdy ma szansę na abstynencję, bo każdy jest kowalem swego losu; każdy rokuje dobrze, ale wszystko zależy od niego.

 Jacek Papis

 j.papis@laif.co.uk

źródło Tygodnik Lajf  

 

 

 Co wirtualne gry mogą zrobić z człowiekiem?  

 

 

     O uzależnieniach od gier wirtualnych mówi się na razie niewiele. Może dlatego, że wydają się one nie aż tak groźne, jak na przykład narkomania. Jednak o tym, że nie należy ich lekceważyć, świadczą zdarzające się na świecie przypadki śmierci osób, które do tego stopnia zaangażowały się w grę, że ich organizm nie wytrzymał obciążenia.
    Do prywatnego ośrodka terapii uzależnień we wsi Janochy w woj. mazowieckim mało osób zgłasza się bezpośrednio ze wspomnianym problemem. "Uzależnienie od gier wychodzi na jaw najczęściej przy okazji innych, ponieważ często jedno pociąga za sobą kolejne" - mówi dyrektor ośrodka, lek. med. Włodzimierz Glinka. 
Chorzy  w pierwszej kolejności przychodzą z uzależnieniami chemicznymi, czyli związanymi bezpośrednio z określonymi substancjami. Tymczasem w przypadku pracoholizmu, uzależnienia od hazardu lub gier również następują w organizmie człowieka przemiany biochemiczne. "Wydzielają się wtedy endorfiny i adrenalina. Człowiek uzależnia się w ten sposób od potrzeby wykonywania danej czynności" - mówi Glinka. 
   O uzależnieniu od gier można mówić wtedy, gdy chory spędza cały czas przy komputerze zaniedbując sen, życie towarzyskie i posiłki i kiedy nałóg zaczyna niszczyć jego sferę partnerską i zawodową. Tak było w przypadku jednego z pacjentów ośrodka, który dla gry rzucił szkołę albo pacjenta, który grał w jedną grę przez 2,5 roku.
"Mimo że nie jest to uzależnienie chemiczne, zabiera czas i prowadzi do ciężkich zaburzeń psychicznych i psychofizycznych" - mówi Glinka. "Z czasem będziemy obserwować coraz więcej takich uzależnień" - ostrzega.
Jak na razie problem na szerszą skalę istnieje głównie w krajach azjatyckich - Chinach, Japonii, Korei czy Wietnamie, gdzie powstają wyspecjalizowane ośrodki terapii tego typu uzależnień.
  Według informacji podanych przez portal 4press.pl, firma Xtive z Korei Południowej opracowała nawet sposób, który miał ograniczyć to negatywne zjawisko: stworzyła program, który odtwarza pewną sekwencję dźwięków, mającą zmuszać gracza do zrobienia sobie przerwy. Dźwięk ten to bodziec podprogowy, który może być odbierany tylko podświadomie. Komunikat o zaprzestaniu grania jest powtarzany z niewiarygodną prędkością od 10 tys. do 20 tys. razy. Nie da się co prawda rozpoznać znaczenia słów, ale są one podobno rejestrowane przez ludzką podświadomość.
Zapobieganie uzależnieniom od gier należy zacząć od dzieci, a sprawy w swoje ręce powinni wziąć rodzice. "Chodzi o to, by jak najwięcej wiedzieć o swoim dziecku, rozbudzać w nim różne zainteresowania i rozsądnie dozować mu rozrywki elektroniczne" - radzi Glinka.
O tym, że najbardziej narażone na uzależnienie od gier są dzieci, świadczy struktura pacjentów umieszczanych w klinice leczenia uzależnień od tego typu rozrywki w Wietnamie: pod koniec 2008 roku przebywało tam w sumie 50 nastolatków, przeważnie w wieku od 13 do 18 lat. W ośrodku próbuje się zainteresować młodzież sportem, malarstwem czy muzyką. (PAP Life)

Ewa Zimnicka (PAP Life)
 

 

 

 

 Czy legalizować tzw. narkotyki miękkie - wywiad z dr Włodzimierzem Glinką a Michałem Stangret

Szamani w Amaryce Południowej palą marihuanę i potrafią w zdrowiu żyć po 100 lat. Może przesadzamy nazywając zwykłe zioło niebezpiecznym narkotykiem?

Ale od połowy lat 80-tych na rynku nie ma już naturalnego zioła. Nie ma już zwykłej marihuany jaką kiedyś paliły Dzieci Kwiaty. To co trafia na rynek to chemicznie przetworzone zioło, które oprócz tego, że zamiast 0,5 proc. potrafi mieć do 25 proc. THC, to co najhgorsze jest na wskroć przesiąknięte chemicznymi wzmacniaczami, opryskane substancjami opiatowymi, albo DDT, a kto wie, czy nie jest jest jeszcze przez dealera popryskane muchozolem. Czy ten kto chce sobie przypalić, jest w stanie sprawdzić co pali?

Wie na przykład, że bierze ze sprawdzonego źródła.

Temu kto dziś sprzedaje, czy produkuje ostry narkotyk pod szyldem marihuany jako miękkiego narkotyku, chodzi - ni mniej ni więcej - tylko o to, by zdobyć klienta. Zrobi co może by klienta złamać i uzależnić.

Nawet jeśli, to od jednego jointa można się uzależnić?

Niech pan przyjedzie do mojego ośrodka. Większość z tych, którzy się tu leczą, zaczynało od marihuany. Teoretycznie byli świetni. Byli przekonani, że zapalą raz, drugi i koniec. Nikt z nich nie przypuszczał, że tak skończą.

To są osoby z dobrych domów, zwykli ludzie?

Niektórzy biorą bo mają, inni, bo mają. Dziś na marihuanę stać każdego.

Może jednak nie warto karać za posiadanie niewielkiej ilości marihuany na własny użytek?

Ależ proszę pana, ja prowadzę prywatny ośrodek, i gdybym myślał jak biznesmen, to bym powiedział: tak legalizować, nie karać. Bo miałbym więcej roboty. Ale nie mogę tego powiedzieć, zbyt dużo widziałem straconych żyć. Czy pan wie ilu widziałem młodych inteligentnych ludzi, którzy myśleli, że sobie tylko popalą od czasu do czasu. Oni byli święcie przekonani, że nie dopuszczą do sytuacji, by wejść w nałóg. Myśleli sobie, że gdy zobaczą, że coś idzie w złym kierunku, przestaną. Problem w tym, że nie dostrzegli. Budzą się po latach i widzą, że coś umknęło ich kontroli, nie mają pojęcia jak to się mogło stać. Są sfrustrowani widząc jak w międzyczasie świat poszedł do przodu, ich znajomi się rozwinęli. To tylko część bólu, bo ci ludzie często są już intelektualnie uwstecznieni. Teoretycznie jesteśmy mistrzemi w budowaniu sobie planów. Praktyka pracy z uzależnionymi pokazuje co innego.